wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 6

         Ze spokojnego i upragnionego snu wybudziła mnie czyjaś rozmowa. Po głosach poznałam, że są to mężczyźni. Jeden głos należał do tego chłopaka, u którego dzisiaj nocowałam, nawet nie znam jego imienia, a drugi pierwszy raz słyszę. Nie mogłam dokładnie usłyszeć o czym rozmawiają, wiec postanowiłam to sprawdzić. Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam. Na przeciwko 'mojego' pokoju był pokój tego chłopaka, przynajmniej tak mi wczoraj mówił, drzwi w nim też były lekko uchylone. Ten w lokach siedział na łóżku, a drugi stał obok niego.
-Po co ją w to wciągałeś? -zapytał ten co stał.
-Muszę odzyskać kasę i ona mi w tym pomoże.
-A jeśli on Ci ich nie odda?
-W tedy stanie się to, co z jego pierwszą córką.
Pierwszą córką?! Czy oni mówią właśnie o Amber i o mnie?! Oni mieli coś wspólnego z jej śmiercią? Jaka kasa i kto ma ja oddać? Nie umiem na te pytania odpowiedzieć, ale wiem jedno. Muszę dowiedzieć się więcej o śmieci Amber.
-Naomi. Co. Ty. Tu. Kurwa. Robisz?! -tym razem zwrócił się do mnie. Upss chyba mnie zauważył. Powiedział każde słowo osobno, że przeraziłam się go jeszcze bardziej.
-P...przepraszam. -powiedziałam szybko i od razu schowałam się do pokoju zamykając drzwi. Usiadłam na łóżku z poduszką w ręku, gniotąc ją jak by to miało mi w czymś pomóc. Drzwi się otworzyły, a zza nich wyłonił się chłopak z burzą loków na głowie.
-Nie możesz spokojnie usiedzieć w jednym miejscu?! Pogarszasz sobie tylko sytuację, której i tak już nie masz najlepszej. -podszedł do łóżka i usiadł koło mnie. Myślałam, że zareaguje ostrzej.
-Nie chciałam, przepraszam. -bałam się spojrzeć chłopakowi w oczy, więc jedynym punktem mojego zainteresowania były moje paznokcie.
-Posiedzisz sobie jeszcze trochę u mnie, więc radzę Ci robić to, co Ci każe. -wstał z łózka i wyszedł z pokoju.
Czemu on mnie po prostu nie zostawi? Co ja takiego mu zrobiłam? Chcę, żeby to się już skończyło. Raz na zawsze. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w to co wczoraj i lekko poprawiłam swój wygląd. Chcę się dowiedzieć o czym gadali, zanim on mnie zauważył. Teraz. Zeszłam na dół i znalazłam chłopaka w kuchni. Robił śniadanie.
-Czemu mnie tu trzymasz? -zapytałam opierając się o framugę drzwi. Na moje pytanie chłopak gwałtowanie się obrócił w moją stronę.
-W swoim czasie się dowiesz. -powrócił do swojej wcześniej wykonywanej czynności.
-Chcę teraz. -zaprotestowałam.
-Teraz to Ty możesz zjeść śniadanie. -wręczył mi talerz z jajecznicą i bekonem, który od razu odłożyłam na blat obok siebie.
-Nie zmieniaj tematu.
-To jest MÓJ dom i będę robił to co MI się podoba. -oo robi się już trochę poddenerwowany. Wkurzmy go bardziej.
-Wiem, że handlujesz narkotykami.
-Skąd to wiesz? -zmarszczył czoło.
-Nie wiedziałam. Ale skoro teraz już wiem, to mnie tak nie lekceważ jeśli chcesz, żeby to nie wyszło na światło dzienne. -w końcu czułam nad nim przewagę.
-Zanim to ujrzy światło dzienne to Cie już tutaj nie będzie, kochanie. -i moja przewaga nagle rozprysła się jak bańka mydlana. Ale nie chciałam pokazać mu, że się go boje.
-Wiesz coś o śmierci Amber, prawda? -musiałam w końcu zadać to pytanie.
-Może i wiem, a może i nie wiem.
-Nie udawaj kurwa takiego dupka, chyba, że na prawdę nim jesteś. -w jednej chwili zostałam przygwożdżona przez chłopaka, który trzymał moje nadgarstki nad moją głową.
-Nie udawaj takiej suki, chyba, że na prawdę  nią jesteś.
-Dupek. -splunęłam patrząc mu się prosto w oczy. Dopiero teraz zauważyłam jak piękne są. STOP. Naomi o czym ty myślisz? To psychopata, on nie może mieć ładnych oczu.
-Suka. -splunął tak samo jak ja. Puścił mnie i odszedł parę kroków ode mnie.
-Powiesz mi chociaż jak masz na imię? -musiałam się w końcu dowiedzieć.
-Harry. Harry Styles.










 _______________________________________________________
No i mamy 6 rozdział. Miał być w niedziele, ale w ogóle nie wiedziałam co napisać. Jak to się mówi, nie miałam weny ;) Dzisiaj też pisałam trochę z przymusu, ale jakoś wyszedł. Nie wiem czy dobrze czy źle, ale wyszedł.