wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 6

         Ze spokojnego i upragnionego snu wybudziła mnie czyjaś rozmowa. Po głosach poznałam, że są to mężczyźni. Jeden głos należał do tego chłopaka, u którego dzisiaj nocowałam, nawet nie znam jego imienia, a drugi pierwszy raz słyszę. Nie mogłam dokładnie usłyszeć o czym rozmawiają, wiec postanowiłam to sprawdzić. Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam. Na przeciwko 'mojego' pokoju był pokój tego chłopaka, przynajmniej tak mi wczoraj mówił, drzwi w nim też były lekko uchylone. Ten w lokach siedział na łóżku, a drugi stał obok niego.
-Po co ją w to wciągałeś? -zapytał ten co stał.
-Muszę odzyskać kasę i ona mi w tym pomoże.
-A jeśli on Ci ich nie odda?
-W tedy stanie się to, co z jego pierwszą córką.
Pierwszą córką?! Czy oni mówią właśnie o Amber i o mnie?! Oni mieli coś wspólnego z jej śmiercią? Jaka kasa i kto ma ja oddać? Nie umiem na te pytania odpowiedzieć, ale wiem jedno. Muszę dowiedzieć się więcej o śmieci Amber.
-Naomi. Co. Ty. Tu. Kurwa. Robisz?! -tym razem zwrócił się do mnie. Upss chyba mnie zauważył. Powiedział każde słowo osobno, że przeraziłam się go jeszcze bardziej.
-P...przepraszam. -powiedziałam szybko i od razu schowałam się do pokoju zamykając drzwi. Usiadłam na łóżku z poduszką w ręku, gniotąc ją jak by to miało mi w czymś pomóc. Drzwi się otworzyły, a zza nich wyłonił się chłopak z burzą loków na głowie.
-Nie możesz spokojnie usiedzieć w jednym miejscu?! Pogarszasz sobie tylko sytuację, której i tak już nie masz najlepszej. -podszedł do łóżka i usiadł koło mnie. Myślałam, że zareaguje ostrzej.
-Nie chciałam, przepraszam. -bałam się spojrzeć chłopakowi w oczy, więc jedynym punktem mojego zainteresowania były moje paznokcie.
-Posiedzisz sobie jeszcze trochę u mnie, więc radzę Ci robić to, co Ci każe. -wstał z łózka i wyszedł z pokoju.
Czemu on mnie po prostu nie zostawi? Co ja takiego mu zrobiłam? Chcę, żeby to się już skończyło. Raz na zawsze. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w to co wczoraj i lekko poprawiłam swój wygląd. Chcę się dowiedzieć o czym gadali, zanim on mnie zauważył. Teraz. Zeszłam na dół i znalazłam chłopaka w kuchni. Robił śniadanie.
-Czemu mnie tu trzymasz? -zapytałam opierając się o framugę drzwi. Na moje pytanie chłopak gwałtowanie się obrócił w moją stronę.
-W swoim czasie się dowiesz. -powrócił do swojej wcześniej wykonywanej czynności.
-Chcę teraz. -zaprotestowałam.
-Teraz to Ty możesz zjeść śniadanie. -wręczył mi talerz z jajecznicą i bekonem, który od razu odłożyłam na blat obok siebie.
-Nie zmieniaj tematu.
-To jest MÓJ dom i będę robił to co MI się podoba. -oo robi się już trochę poddenerwowany. Wkurzmy go bardziej.
-Wiem, że handlujesz narkotykami.
-Skąd to wiesz? -zmarszczył czoło.
-Nie wiedziałam. Ale skoro teraz już wiem, to mnie tak nie lekceważ jeśli chcesz, żeby to nie wyszło na światło dzienne. -w końcu czułam nad nim przewagę.
-Zanim to ujrzy światło dzienne to Cie już tutaj nie będzie, kochanie. -i moja przewaga nagle rozprysła się jak bańka mydlana. Ale nie chciałam pokazać mu, że się go boje.
-Wiesz coś o śmierci Amber, prawda? -musiałam w końcu zadać to pytanie.
-Może i wiem, a może i nie wiem.
-Nie udawaj kurwa takiego dupka, chyba, że na prawdę nim jesteś. -w jednej chwili zostałam przygwożdżona przez chłopaka, który trzymał moje nadgarstki nad moją głową.
-Nie udawaj takiej suki, chyba, że na prawdę  nią jesteś.
-Dupek. -splunęłam patrząc mu się prosto w oczy. Dopiero teraz zauważyłam jak piękne są. STOP. Naomi o czym ty myślisz? To psychopata, on nie może mieć ładnych oczu.
-Suka. -splunął tak samo jak ja. Puścił mnie i odszedł parę kroków ode mnie.
-Powiesz mi chociaż jak masz na imię? -musiałam się w końcu dowiedzieć.
-Harry. Harry Styles.










 _______________________________________________________
No i mamy 6 rozdział. Miał być w niedziele, ale w ogóle nie wiedziałam co napisać. Jak to się mówi, nie miałam weny ;) Dzisiaj też pisałam trochę z przymusu, ale jakoś wyszedł. Nie wiem czy dobrze czy źle, ale wyszedł.

środa, 26 lutego 2014

ZWIASTUN

       Dzień dobry miśki x Chciałabym wam pokazać zwiastun zrobiony przez @El_Malikowa (user do tt). Zwiastun mi się bardzo podoba, a wam jak?
LINK DO ZWIASTUNU:
https://www.youtube.com/watch?v=GiKYWa6Qo38 …

poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 5

-Naomi? - usłyszałam głos chłopaka. Po co on tu wchodził ?!
-Czego chcesz ?! - wychyliłam głowę zza szklanych drzwiczek od prysznica.
-Przyniosłem ręczniki. Chyba, że chcesz czegoś więcej to... - nie dokończył mówić, bo mu przerwałam. Nie będę z nim TEGO nigdy robić. Nigdy.
-Wynoś się! -krzyknęłam i wzięłam do ręki pierwsze lepsze ubranie, które zostawiłam na pralce, a następnie w niego rzuciłam.
-Mmm czarna koronka? -obracał w dłoniach.... moja bieliznę?! Akurat musiały być to moje majtki? Szybko wybiegłam z pod prysznica i zabrałam mu moją bieliznę.
-Chyba bez tych majtek jesteś jeszcze bardziej seksowna. -puścił mi oczko. Nawet nie wiedziałam kiedy, a  już mnie trzymał w tali. Zapomniałam, że jestem naga.
-Puść mnie! -próbowałam się wyrwać, ale on tylko głupio się śmiał.
-A co jeśli nie chcę? -Przybliżył swoją twarz bliżej mojej.
-W dupie mam co ty chcesz, a co nie! -krzyknęłam bardziej, niż zamierzałam.
-Uważaj na słowa, bo zaraz w dupie możesz mieć coś innego! -nie powiem, w tej chwili się go trochę wystraszyłam. A może nawet bardziej, niż trochę? Puścił mnie z objęć i wyszedł, ale nie uszło bez tego, żeby się przy drzwiach znowu nie odezwał.
-Jeszcze będziesz błagać, żebym Cię pieprzył, suko.
Auu zabolało... Suko? Na prawdę ma mnie za sukę? Tylko dlatego, że nie che się z nim pieprzyć?
Nie patrząc na nic upadłam na podłogę i zaczęłam płakać. Czemu to się nie może skończyć? Czemu nie może być tak jak wcześniej? Bez niego? Czemu ja tu w ogóle jestem? Może powinnam powrócić do swojej starej przyjaciółki? Żyletki? Może to był odpowiedni moment? Ubrałam szybko swoje ciuchy i podeszłam do lusterka. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać, a resztki tuszu miałam rozmazane na całej twarzy. Otworzyłam małą szafkę szukając w niej ostrza. Znalazłam. Powrócić do tego? Do samo okaleczania się? Już dawno miałam to zrobić, a ostatnie dni w moim życiu jeszcze bardziej to potwierdziły. Wzięłam żyletkę do prawej ręki, a lewą wyciągnęłam na wprost. Były tam jeszcze moje stare blizny. Za niedługo dołączą do nich nowe. - Za mojego tatę.-powiedziałam, a następnie przeciągnęłam żyletką po nadgarstku. Pierw były to płytkie kreski. Krew zaczęła mi kapać z ręki do umywalki.Uśmiechnęłam się. Znowu czułam ulgę, której już dawno potrzebowałam. -Za to, że tu jestem. -zrobiłam drugą kreskę. Tym razem głębszą, ale potrzebowałam zrobić jeszcze głębiej. Krew spływała szybciej i większymi ilościami. Miałam ochotę już nie raz podciąć swoje żyły, ale jestem za słaba. -Za to, że nie mogę być inna. Lepsza. - trzecia kreska. Głęboka. Ja już nawet nie czułam bólu. Kilka lat temu to był mój codzienny wieczorny rytuał. Zawsze zamykałam się w pokoju i robiłam podsumowanie dnia. W jeden dzień mogło być tak, że zrobiłam nawet kilkadziesiąt kresek. Ta trzecia kreska była ostatnia. Nie potrzebowałam już więcej. Kiedy spojrzałam na dół cała ręka wraz ze zlewem były w czerwonej cieczy. Opłukałam delikatnie rękę i zlew wodą, następnie bandażując sobie rany, które przed chwilą sobie zadałam. Dobrze, że zawsze nosiłam przy sobie bandamkę, dzięki niej nie widać okaleczonego miejsca. Żyletkę wrzuciłam do kosza, a sama wyszłam z łazienki.
-Gdzie mogę spać? -zapytałam się chłopaka, który obecnie oglądał TV.
-Chodź. -wszedł po schodach, kierując się do drugiego pokoju po lewej.
-Tutaj śpisz. To Twój pokój. -otworzył mi drzwi i zostawił samą. Weszłam do pokoju i od razu opadłam na łóżko. Ręka nadal mocno szczypała. Pokój był w kolorach błękitu. Łóżko pod ścianą na środku pokoju, a na wprost powieszony telewizor. W pokoju było dużo szafek i komód. Przekręciłam się na bok i zobaczyłam zdjęcia ustawione na małej szafce. Podeszłam do szafki i wzięłam jedno w dłonie. Na zdjęciu była starsza kobieta z młodszą. Przypuszczam, że to matka i córka. Obie były piękne. Usłyszałam jak chłopak otwiera drzwi.
-Co robisz? -w pokoju rozbrzmiał się męski głos.
-Ja n...nic, chciałam z...zobaczyć kto to. -spuściłam wzrok.
-Odłóż to. -podszedł do mnie, zabrał zdjęcie, a następnie umieścił je na swoim miejscu.
-P...przepraszam. -nie wiedziałam co mam powiedzieć. Czemu kazał mi odłożyć to zdjęcie ?
-Nie ruszaj więcej nic. Przyniosłem Ci kolacje. Musisz coś jeść. -położył talerz z kanapkami i szklankę soku na komodzie.
-Nie jestem...
-I tak to zjesz. Jak będziesz czegoś chciała to jestem w pokoju na przeciwko. A teraz dobranoc.
-Dobranoc. -wyszedł z pokoju. Przez te wszystkie wydarzenia z dzisiaj nawet nic nie jadłam. Usiadłam wygodnie na łóżku i zaczęłam jeść kanapki. Na talerzu było ich ze siedem, ja zjadłam tylko trzy i popiłam sokiem. Położyłam się i przykryłam kołdrą. Zaczął przypominać mi się cały dzień. Porwanie, kłótnia, powrót do samo okaleczania się. Za dużo jak na jeden dzień. Byłam tak zmęczona, że nie wiem kiedy jak usnęłam.









___________________________________________________________________
5 ROZDZIAŁ!! Mi się osobiście nawet podoba, nie wiem jak wam ;)
Liczę na szczere komentarze ! 

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 4

           Jest godzina 16:48, zaraz kończę pracę. Umyłam jeszcze tylko parę filiżanek i talerzyków zostawionych przez klientów. Weszłam na zaplecze z zamiarem przebrania się. Ściągnęłam z siebie mój strój roboczy i założyłam na siebie swoje ubrania , w których przyszłam do pracy. Musiałam jeszcze tylko wyciągnąć  kluczę od kawiarenki, żeby kiedy wyjdę z niej zamknąć drzwi. Kiedy szukałam w torebce kluczy usłyszałam charakterystyczny dźwięk, taki jak ktoś wchodzi do kawiarenki. Miałam już iść sprawdzić kto przyszedł, ale ten ktoś mnie wyprzedził. Poczułam na swoich biodrach czyjeś dłonie. Chciałam je natychmiastowo strącić, ale ten ktoś nie ustępował.
-Pamiętasz mnie? -wyszeptał mi te słowa do ucha.
-Puść mnie! -próbowałam się mu wyrwać, ale to na nic. Był za silny.
-Pierw mi odpowiedz na pytanie. -zacieśnił uścisk na biodrach.
-Nie kurwa, nie pamiętam Cię! A teraz mnie puść! -czemu to zawsze musi na mnie trafiać? Czemu to ja akurat musiałam w tej chwili być w pracy, a nie druga pracownica?
-O nie, tak łatwo nigdzie nie pójdziesz. -przybliżył swoje krocze do mojej pupy, na co jęknęłam. -Podoba Ci się to, wiem o tym. -zaczął całować moją szyję, zostawiając na niej mokre pocałunki.
-Zostaw mnie ty pieprzony zboczeńcu! -nie był przygotowany na mój ruch, więc obróciłam się szybko do niego, tak że zobaczyłam jego twarz. To co zobaczyłam zamurowało mnie. To był on? Ten pojebany dupek, co przyszedł do mojego ojca?
-To jesteś ty? -nie dowierzałam . Co on ode mnie chce?
-Nie, Michał Anioł. -zaczął się śmiać. Co tu w tym takiego śmiesznego?
-Co ty ode mnie chcesz? -powiedziałam trochę bardziej nie przyjemnym tonem, niż chciałam. A w ogóle to co ja się przejmuję? Przecież i tak go nie lubię.
-Mówiłem, że wezmę to co moje.
-I niby to mam być ja?
-Zgadłaś. A teraz idziemy. -pociągnął mnie za nadgarstek, ale ja się zaparłam.
-Nigdzie nie idę.
-Albo zrobisz to sama, albo Ci w tym pomogę. -nie miałam zamiaru z nim nigdzie iść. Nie czekając długo, chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię. Zdążyłam jedynie wziąć torebkę, bo od razu ruszył w stronę wyjścia, nie zważając na żadne z moich protestów. Kopałam go i biłam pięściami w plecy, ale on chyba nawet tego nie czuł. Podszedł do czarnego Range Rover'a, otworzył drzwi od strony pasażera i posadził mnie na siedzeniu, zatrzaskując za mną drzwi. Widziałam jak wolnym truchtem obiega samochód i wsiada od strony kierowcy. Chciałam otworzyć drzwi i uciec, ale były zamknięte.
-Nie fatyguj się, są zamknięte. -usłyszałam jego zachrypnięty głos, a następnie odpalił silnik
-Gdzie jedziemy? -zapytałam.
-Do mnie. -nie chciałam z nim już więcej rozmawiać, więc nie odpowiedziałam na jego ostatnie słowa.
-A więc masz na imię Neomi, tak? -skąd on może wiedzieć jak mam na imię? Szpiegował mnie? A no tak, już wiem. Mój kochany tatulek powiedział przy nim moje imię, kiedy on był u nas. -Nie lubię kiedy mi się nie odpowiada.
-Tak. -dałam mu szybką odpowiedź. Nie chciałam pogarszać mojej sytuacji, chociaż i tak nie wiedziałam dlaczego tu jestem.
-Dam Ci małą wskazówkę. Lepiej rób to co Ci mówię, inaczej będziesz tylko pogarszać swoją sytuację. -nie odzywałam się. Po chwili ciszy zobaczyłam, że parkuje samochód przy nie dużym domku. Miał żółtą elewacje i kwiecisty ogród. Nie mogłam za bardzo stwierdzić co na nim się jeszcze znajduję, bo na dworze zaczęło się już ściemniać.
-Wysiadka. -nie ruszałam się z miejsca. Nie chciałam nigdzie z nim iść, a szczególnie do jego domu. -Albo wysiądziesz sama, ale powtórzymy to co ostatnim razem. -wysiadłam nie zgrabnie z jego auta. Nie miałam zamiaru powtarzać tego co wcześniej. Podszedł do mnie łapiąc mnie za dłoń i ciągnąc w kierunku domu. Próbowałam wyrwać mu swoją dłoń z jego, ale nie dałam rady. Otworzył drzwi od swojego domu. Przynajmniej tak mi się zdawało, ze to jego dom. Zapalił światło, dzięki czemu mogłam zobaczyć wnętrze domu. Ściągnął swoje trampki, a ja naśladując go, zrobiłam to samo. Przeszliśmy przez przed pokój, udając się do salonu. 
-Jesteś głodna?
-Nie. -co prawda byłam głodna, bo nie jadłam nic od rana, ale skąd mogłam wiedzieć, że nie nasypał by mi nic do jedzenia?
-Nie bój się, nie otruję Cię. -uśmiechnął się i usiadł na kanapie. -Siadaj. -poklepał miejsce obok siebie. Ruszyłam w stronę kanapy i usiadłam na niej, jak najdalej od niego.
-Przybliż się, nie gryzę. -przybliżyłam się bardziej do niego, jednak zostawiając mała przestrzeń między nami.
-Kiedy odwieziesz mnie do domu?
-To już zależy od Twojego ojca, nie ode mnie.
-Czemu od niego?
-W swoim czasie się dowiesz. -czemu to kiedy mnie puści zależy od mojego ojca? I czemu mi nie chce powiedzieć co zależy od niego?
-Więc gdzie będę spała?
-Tutaj.
-Nie będę tutaj spała.
-Będziesz, nie masz wyjścia. A co chcesz już iść spać?
-Tak, chcę. -wziął mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę schodów. Weszliśmy do pokoju. To był chyba jego pokój. Ciemne kolory i wszędzie ubrania porozrzucane w całym pokoju. Podszedł do szuflady i wyjął z niej parę bokserek i czarną koszulkę.
-Masz. -wręczył mi ubrania. -Łazienka jest tam. -wskazał palcem drzwi po prawej stronie pokoju.
-Dzięki. -wzięłam ubrania i skierowałam się szybko w stronę łazienki. Położyłam ubrania na pralce. Powoli ściągnęłam wszystkie swoje ubrania i weszłam pod prysznic. Po chwili gorące strumienie wody spływały po moim ciele. Tą chwilę przerwało mi otwieranie drzwi od łazienki. Szlag! Zapomniałam zamknąć drzwi na zamek.

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 3

                                                             * Putting my defenses up
                                                        Cause I don't wanna fall in love
                                              If I ever did that, I think I'd have a heart attack*

       W pokoju rozbrzmiał się dźwięk mojego budzika. Nie ruszając się z łóżka wyłączyłam go ręką. Dzisiaj to on mnie budził, mama jest na krótkiej delegacji. Co tydzień od piątku do poniedziałku, mama na nią wyjeżdża. Nie musiała tego robić, pieniądze taty starczały nam na życie. Mama swoją wypłatę jak ona to mówi odkładała na " czarną godzinę". Nie chciałaby, żeby sytuacja typu: tata traci pracę, a my zostajemy bez grosza przy duszy, miała miejsce. Zawsze chce być przygotowana na najgorsze.
Leżałam jeszcze tak z 5 minut, po czym wstałam. Nie chciałam się spóźnić do pracy. Szef nie lubił, gdy jego pracownice się spóźniały. Dzisiaj postanowiłam się ubrać w taki zestaw . Poszłam do łazienki po czym za sobą miałam takie czynności jak odświeżenie się, mycie zębów czy zrobienie sobie lekkiego makijażu.Wzięłam jeszcze tylko swój telefon i zeszłam do kuchni. Tak jak myślałam. Nikogo w niej nie było. Podeszłam do szafki wyjęłam z niej patelnie i drewnianą chochelkę, położyłam ją na kuchenkę i nalałam na nią kapkę oleju. Gdy olej stawał się być coraz bardziej gorący, wsypałam na patelnie wcześniej pokrojoną cebulę i rozbiłam 3 jajka. Na koniec doprawiłam do smaku. Taką o to jajecznicę nałożyłam sobie na talerz i pomału zjadłam. Kiedy skończyłam robić wszystkie czynności, które musiałam była godzina 9:36. Wzięłam swoją kurtkę i wyszłam z domu. Kiedy tylko poczułam zimne powietrze, na mojej skórze zawitały dreszcze. Dzisiaj było zimniej, niż zazwyczaj. Przyspieszyłam trochę tempo, żeby nie marznąć.
Przypuszczam, że po jakiś 10 minutach byłam na miejscu. Szybko weszłam do środka kawiarenki i się przebrałam. Piersi klienci zaczęli się pojawiać tuż po 10. "Sweet Moment " cieszyło się dość dużą popularnością, pierwsze osoby przychodziły bardzo rano, a ostatnie wychodziły przed samym zamknięciem kawiarenki. Połowa mojej zmiany zleciała mi bardzo szybko, jedni klienci przychodzili, a w zamian drudzy wychodzili. W chwili kiedy wszyscy klienci dostali swoje zamówienia ja wyciągnęła swój ulubiony magazyn i zaczęłam czytać. Plotki o celebrytach, to w tej chwili miałam jedynie w głowie. Przeglądałam stronę po stronię, nie mogąc znaleźć nic ciekawego. Wyrwałam się z transu, kiedy ktoś usiadł przede mną na krześle.
-Tak to się pracuję? Przeglądając nieznaczące nic magazyny? - podparł głowę na ręce, lekko się uśmiechając. Znam go. Znowu to mówię. Już wszyscy dla mnie chyba wyglądają tak jak tamten koleś w lokach i kapturze.Wariuję.
-Nie Twoja sprawa. Przyszedłeś tu po coś konkretnego? - odparłam znudzonym tonem.
-Tak, przyszedłem. Ale jeszcze nie na to pora. - co? Na co ma być pora? Zaczyna wkurzać mnie ten facet.
-Chcesz coś czy nie? Nie mam czasu na takich jak Ty. - przeglądałam dalej magazyn.
-Ale na przeglądanie gazetki to masz? Daj mi Late Macchiato na wynos.
-A może tak powiedziałbyś "proszę", a nie "daj" ? - nie lubię tego kolesia.
-Proszę daj mi Late Macchiato, wystarczy?
 Przewróciłam tylko oczami na co ten się zaczął śmiać pod nosem. Zaczęłam robić dla niego tą kawę, zastanawiałam się czy może dosypać tam jakieś proszki na przeczyszczenie albo coś, ale zdecydowałam, że jednak nie. Pewnie straciłabym przez to robotę, a ona jest mi naprawdę potrzebna.
-Płacisz....- nie dokończyłam mówić, bo mi przerwał.
-Masz. Resztę potraktuj jako napiwek.- puścił mi oczko.
-Nie potrzebuję od Ciebie żadnych napiwków.- nie potrzebuję od niego dodatkowych pieniędzy.
-W takim razie weź to jako początkowy prezent.- prezent? Chyba sobie ze mnie w tej chwili żartuje.
-To będzie ich więcej? - zmrużyłam oczy.
-Taa...chyba, że będziesz niegrzeczna, to wtedy będzie co innego.
-Wkurzasz mnie już, bierz tą swoją kawę i wypad.- przysunęłam kawę bliżej niego.
-Jak chcesz, ale i tak się jeszcze zobaczymy, więc na Twoim miejscu wolałbym być milszy. A tak przy okazji to seksownie wyglądasz w tej miniówce. Powinnaś zakładać ją częściej.
Wziął kawę i wyszedł. Czy ja już wspominałam, że nienawidzę tego kolesia? On mi kogoś przypominał, tylko kogo? Ktokolwiek by to nie był to wiem jedno. Nienawidzę go i zdania nie zmienię.






_____________________________________________________________
MAMY 3 ROZDZIAŁ ! Osobiście to mi się nie podoba, ale nie miałam pomysłów. Może komuś się akurat spodoba !

czwartek, 6 lutego 2014

Rodział 2

      Złośliwe promyki słońca wpadające przez okno do mojego pokoju obudziły mnie. Przeciągnęłam się leniwie na łóżku i spojrzałam na zegarek leżący na komodzie koło mojego łóżka, który wskazywał godzinę 11:28. Dzisiaj jest niedziela, więc nie muszę  iść do pracy, za co byłam bardzo wdzięczna. Pomału wstałam i się ubrałam . Zeszłam do kuchni i zaczęłam przyrządzać sobie płatki czekoladowe. Kiedy zaczęłam jeść płatki do kuchni wszedł tata. Myślałam, że jest w pracy.
-Ty nie w pracy? 
-Tak to się wita ojca z rana? - zapytał złośliwie.
-Myślałam, ze jesteś w pracy. -zdziwiło mnie, ze dzisiaj nie pracuje.- Zawsze pracujesz. - dodałam ciszej.
-Wziąłem sobie wolne, potrzebuję chwili odpoczynku.- w tej samej chwili ktoś zadzwonił do drzwi.
-Otworzę. - wow, to chyba pierwszy raz, kiedy nie kazał mi otworzyć. Wsadziłam swój talerz do zmywarki i wzięłam jabłko. Usłyszałam dziwne dźwięki dobiegające z przed pokoju. Kłótnia?
-Wiesz, że teraz nie mam... Mam dzieci na utrzymaniu... Nie mam skąd wsiąść ... Oddam Ci te pieniądze... Masz ją zostawić w spokoju... Już wystarczająco straciłem...- Nie wiedziałam o co chodzi. Postanowiłam to sprawdzić. Szłam w kierunku dobiegającej kłótni. Koło drzwi zobaczyłam swojego tatę z jakimś kolesiem. Z kąś go znałam, tylko skąd ?
-O co tu chodzi ? - podeszłam bliżej.
-Naomi, idź do swojego pokoju! - normalnie to bym nie protestowała, ale teraz chcę się dowiedzieć o co chodzi.
-Pierw mi odpowiedz.
-Zadziorną masz tą córeczkę. - Odezwał się ten, z którym mój tata się właśnie kłócił. Znam ten jego zachrypnięty głos. Przewróciłam oczami, próbując nie zwracać na niego najmniejszej uwagi. Nie szło mi to najlepiej.
-A ty to kto?
-Zapytaj swojego tatusia. Może, w końcu Ci coś powie - Oparł się o framugę.
-Naomi, powiedziałem coś! Marsz do swojego pokoju! - Postanowiłam się już nie kłócić. Spojrzałam ostatni raz na chłopaka i się odwróciłam, zmierzając w kierunku swojego pokoju  Kiedy miałam wchodzić po schodach usłyszałam coś w stylu " Masz czas do jutra, jak nie to wezmę to, co moje" i stuknięcie drzwiami. Kim jest w ogóle ten koleś? Przecież na pewno nie jest przyjacielem mojego taty. Na pewno nie odzywał by się do niego w taki sposób. Pomyślałam, że już skończył gadać, wiec teraz czas , żeby ze mną pogadał, bo spławił mnie jak jakiegoś psa. Zawróciłam się z połowy schodów i podeszłam do kanapy w salonie, gdzie siedział mój tata.
-Powiesz mi, w końcu kto to był?- skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Nie interesuj się, nie swoimi sprawami.
-Przestaniesz mnie, w końcu ignorować?! Całymi dniami nie ma Cię w domu, a kiedy już jesteś przychodzi tu jakiś koleś i coś od Ciebie chcę, a ty mi nie chcesz powiedzieć co?! Ja już nie jestem Twoja małą córeczką, nie mam nadal 10 lat! Straciłam siostrę, tak samo jak ty córkę, martwię się o Ciebie, nie rozumiesz tego?! - myślałam, że zaraz wybuchnę tu płaczem. Nie powinnam wspominać o śmierci Amber, nigdy o tym nie wspominamy.
-Naomi, nie zrozumiesz tego...
-Nie. Mam już dość tych wszystkich sekretów i traktowania mnie jak dziecko.
 Pobiegłam szybko do swojego pokoju, nie chciałam by widział jak płaczę. Rzuciłam się na łóżko i zanurzyłam głowę w poduszkach, pozwalając swoim łzą skraplać się na nie. O co tu w tym wszystkim chodzi? Wiem, że ukrywają przede mną jakieś sekrety, widzę to. Nienawidzę kiedy ktoś mnie okłamuję, a szczególnie najbliższe mi osoby. I kim był ten chłopak? Znam go i ten jego zachrypnięty głos. Nie dawno się obudziłam,a  już jestem zmęczona tym wszystkim. Myślałam, że wytrzymam z płaczem chociaż do wieczora, ale mój kochany ojciec musiał to zepsuć. W takich chwilach, nie raz chciałam wrócić do mojej starej przyjaciółki, żyletki.






_____________________________________________________________
Mamy 2 rozdział ! Wiem, że i tak pewni nikt nie czyta tego bloga, bo widać to po wyświetleniach i liczbie komentarzy.... Ale co tam może jest chociaż jedna osóbka, która to czyta i jej sie spodoba ten rozdział ;)

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 1

   Naomi, wstawaj ! - ugh jak ja nie lubię tego głosu mamy z rana. Codziennie to samo "Naomi, wstawaj!" , "Naomi, pobudka !". Jedynie w weekend tego nie słyszę, chociaż nie zawsze, bo czasami pracuję w soboty. Niechętnie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy po czyste ubrania . Postanowiłam dzisiaj ubrać brązowe rurki i luźną bluzkę (Ubranie). Nigdy nie ubierałam się jakoś elegancko, zawsze przebierałam się w pracy w strój, który wszystkie pracownice musiały nosić, czyli ja i Rose. Składał się z małej czarnej i białej lub kolorowej bluzki. Weszłam do łazienki, a następnie pod prysznic. Umyłam swoje ciało, a potem włosy. Po około 20 minutach wyszłam z pod prysznica, zaczęłam się wycierać i zawiązałam swoje włosy w turban. Następnie ubrałam wcześniej wybrany przez siebie zestaw i zaczęłam suszyć włosy. Nie musiałam ich kręcić, bo były falowane same z siebie. Podeszłam do umywalki w celu umycia zębów i zrobienia lekkiego makijażu. Składał się z maskary, eyelinera i błyszczyka, czasem nakładałam też róż na policzki, ale dzisiaj nie było mi to potrzebne. Nie malowałam się tak jak inne dziewczyny, które znam , nawet chociażbyChoni, one miały tonę make-up na twarzy, a mi wystarczyło tylko podkreślenie mojej "urody". Tak uszykowana wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę kuchni. Była godzina 9:40 , a pracę zaczynałam o 10:00. Droga zajmowała mi z 15 minut, więc nie miałam zbytnio czasu na zjedzenie śniadania w domu.Wzięłam łyk soku i tosta do ręki. Postanowiłam zjeść po drodze. Założyłam swoje czarne trampki, nałożyłam na siebie skórzaną kurtkę i ściągnęłam torebkę z wieszaka.
Mamo, wychodzę ! - wzięłam jeszcze tylko swój telefon i wyszłam z domu. Nie żegnałam się z tatą, bo wiem, że go nie ma. Każdą swoją wolną chwilę spędza pracując. Tłumaczy się, tym że musi ciężko pracować, żebyśmy mieli dostatek. To prawda, niczego nam nie brakuję, ale wolałabym żyć skromniej, a widywać częściej swojego tatę. A Brian i Chris pewnie jeszcze śpią. Czasami zazdroszczę im, że nie muszą rano wstawać, czy mogą iść później spać. Brian jak wiadomo nie znajdzie pracy w wieku 6 lat. A Chris? Chris, sądzi że nie ma pracy, do której by się aktualnie nadawał. Też bym tak mogła powiedzieć, ale nie chcę o wszystko prosić rodziców. Nie chcę prosić ich o kasę, kiedy chciałabym sobie kupić nowe kosmetyki czy ubrania. Chcę na swoje drobne wydatki zarabiać sama, i w końcu powoli się usamodzielniać.
Przestałam, w końcu rozmyślać kiedy wpadłam na coś twardego. Nie coś, raczej kogoś.
-Jak łazisz?! - Podniosłam swój wzrok, żeby dostrzec na kogo wpadłam. Moim oczom ukazał się chłopak w kapturze, z pod którego wystawały loki.
-Może czasem TY zobaczyłabyś jak chodzisz?
-Palant. - Schyliłam się i podniosłam swoja torbę z ziemi.
-Jeszcze się zobaczymy, złotko. - puścił mi oczko i odszedł. "Jeszcze się zobaczymy, złotko' co miał na myśli to mówiąc i czemu mnie tak nazwał? Może po prostu do każdej tak mówi?
Przestałam zaprzątać sobie tym głowę, kiedy zorientowałam się, że soję przed małą kawiarenką w której pracuję "Sweet Moment".



_______________________________________________________
No i mamy 1 rozdział . Podoba wam się ? Wiem, ze ten jest nudny , ale pierwsze rozdziały zazywczaj tak wychodzą :/ . Następne będą na pewno ciekawsze!

sobota, 1 lutego 2014

Urodziny Harryego !

Jeej! Aniołku ,masz już 20 lat!
Stary się nam robisz!
Życzę Ci dużo zdrówka , więcej i więcej Directioners , ale tych prawdziwych , nie 'faneczek' i żebyś to co robisz sprawiało ci więcej przyjemności ,chociaż wiem ,że to nie możliwe , bo wiem , ze Directioners i śpiewanie to Twój cały świat!
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ANIOŁKU TY NASZ ;*

piątek, 31 stycznia 2014

* Prolog*

      Nazywam się Naomi Stone , mam 19 lat i mieszkam w Holmes Chapel. Pomimo tego ,ile mam lat dużo w życiu przeszłam . Teraz pewnie myślicie ,że każda nastolatka w tym wieku tak mówi. Ale nie , ja na prawdę coś o tym wiem ,przecież jeszcze 3 lata temu byłam szczęśliwą nastolatką ,która była wiecznie uśmiechnięta i nie przejmowała się żadnymi problemami. Ale ta data wszystko zmieniła 19 września 2011rok ,w tym dniu dowiedziałam się o śmierci mojej siostry Amber.
                                                                  *Wspomnienie*
-Naomi , kotku ... Przyjdź do nas na chwilę  - usłyszałam drżący głos mojej mamy z kuchni. Szybkim krokiem skierowałam się w stronę dobiegającego głosu. Kiedy weszłam do kuchni zobaczyłam siedzących przy stole moich rodziców. Byli cali zapłakani. Czemu?
-Mamo, co się stało ? - niepewnie zapytałam.
-Usiądź . - usiadłam po środku rodziców , którzy nadal nic nie mówili. Denerwowało mnie to.
-Więc ...?
-Naomi , słoneczko. - zaczęła moja mama biorąc moje dłonie w swoje .- Chodzi o to , że...
-Twoja siostra Amber nie żyje. - wtrącił się tato, mówiąc całe zdanie na jednym wydechu . 
-Jak to NIE ŻYJE ?! - co to?! Jakiś kawał ? Bo jak tak to nie jest zbyt śmieszny. Przecież to nie mogła być prawda. Jeszcze wczoraj z nią rozmawiałam , pomagałam jej się szykować na imprezę , na którą miała iść ze swoim chłopakiem. A teraz rodzice wyjeżdżają mi z takim czymś ?
-Znałaś jej chłopaka, prawda ?
-Tak , znałam . - patrzyłam pytającym wzrokiem raz na mamę , a to raz na tatę.
-Więc on ... on jej to zrobił - wydusiła z siebie mama.
-Nie żartujecie , prawda ?
Nie - zdałam sobie sprawę  , ze to prawda. Wiem kiedy rodzice , żartują ,a kiedy nie. Na pewno nie żartowali by z takiego tematu. Wiecie jak to boli? Widzieć swoich rodziców w rozsypce i dowiedzieć się o śmierci waszej siostry ? Ona była osobą której ufałam i którą kochałam , była moją najlepszą przyjaciółką, która odeszła...
                                                                       *Koniec wspomnienia *
Po jej śmierci załamałam się ,zaczęłam się samo okaleczać. Nie dawałam sobie po prostu już z tym wszystkim rady.. Przerosło mnie to . Ta wiadomość zmieniła mnie ,z codziennie uśmiechniętej dziewczyny ,w zamkniętą sobie osobę. Od 6 miesięcy już tego nie robię , postanowiłam z tym skończyć. Chodź nie raz mam ochotę do tego powrócić ,to się powstrzymuję. Postanowiłam również zacząć swoje życie od nowa i na lepsze. Tak też jest, póki nie dowiaduję się prawdy o moim chłopaku , a nie znajoma  osoba nie pojawia się w moim życiu . 
_____________________________________________________-
Notka od autora: A WIĘC MAMY PROLOG ! I JAK ? PODOBA WAM SIĘ ? 
LICZĘ NA SZCZERE KOMENTARZE !
OGŁOSZENIE !
Hej miśki !
  Zamierzam założyć bloga , ma być o One Direction , ale oni nie będą sławni . Role główne będą mieli Harry i Naomi.
Mam nadzieję , że wam się spodoba !